Recenzja Władcy Pierścieni: Pierścienie Mocy – Tak niesamowite, że House of the Dragon wygląda jak amator | Władca Pierścieni: Pierścienie Mocy

TOn jest Władcą Pierścieni: Pierścienie Mocy (Najlepsze wideo) prawdopodobnie dzieli, przynajmniej w zależności od tego, czy oglądasz go na dużym telewizorze, czy patrzysz na jego niesamowitość na telefonie lub laptopie. Jest tak bogaty i cudowny, że łatwo jest spędzić pierwszy odcinek, kontemplując krajobraz, przeskakując i kołysząc się między krainami elfów, krasnoludów, ludzi i rzemieślników. To telewizor przeznaczony na duże ekrany, choć zdecydowanie przeznaczony do oglądania na mniejszych ekranach. Jest tak kinowy i wspaniały, że sprawia, że Smoczy Dom Wyglądają, jakby zostały zebrane w Minecraft.

To sprawia, że ​​trudno jest oceniać Pierścienie Władzy jako regularną serię, ponieważ tak wiele w niej jest niezwykłych. Jest Tolkienem, co oznacza, że ​​ten świat jest rzeczywiście czczony i kochany przez wielu, czy to w formie książek, filmów Petera Jacksona, czy obu. Istnieje niezwykła waga oczekiwań, zanim jakikolwiek widz wejdzie w grę. Dodaj do tego fakt, że jest to najdroższy serial telewizyjny, jaki kiedykolwiek powstał – 465 milionów dolarów za osiem odcinków – i trudno jest patrzeć na niego jak na kolejny serial. To wydarzenie, widowisko, ale jeśli nie jest idealnie, to czy to porażka?

Pierwsze dziesięć minut pierwszego odcinka nadało potężny, fantastycznie zaangażowany rytm i ton. Zaczyna się cicho i pięknie, gdy młoda Galadriela płynie papierowym statkiem po „nieumierających ziemiach” Valinoru. Potem gwałtownie wycofał się, pędząc przez wieki historii i wojen, i zdecydowanie obalając mrocznego przywódcę Morgotha. Zwykle obawiam się, że muszę przeczytać wstępny tekst przed rozpoczęciem nowej serii – powinien być samodzielny – ale może pomaga tutaj odrobienie niewielkiej ilości pracy domowej.

„Świat, do którego warto wskoczyć z całego serca”… Pierścienie Siły. Zdjęcie: Prime Studios

Kiedy osiadłem, u schyłku Drugiej Ery, Galadriela (Morvid Clark) była przywódczynią armii Północy, wojownikiem z pustkowi, wciąż polującym na porucznika Morgotha, Saurona, na przeczucie, wieki po tym, jak większość elfów wierzyła, że ​​był pokonany.

Uwielbiam wojowniczkę Galadriel. Jest odważna, ułomna i arogancka, równie krwiożercza, co genialna, przerażająca z okropności wojny. Jeśli to nie brzmi zabawnie, poczekaj, aż zobaczysz, co robisz z łowieniem na śniegu.

Jeśli elfy przynoszą intensywność, w dziurze jest mnóstwo ziemskiego światła i radości, przodkowie hobbitów Tolkiena, którzy przygotowują się do sezonowej migracji. Najmłodsi ucztują na jagodach i igrają w błocie, a starsi (w tym Lenny Henry) są pod ręką, aby wyjaśnić, jak to wszystko pasuje, w niepopularnym programie o tym, kto mieszka i gdzie ją chronić. Epizod otwierający wprowadza nas również w Southlands, gdzie elfy i ludzie współistnieją niespokojnie pośród dziesięcioleci powojennej urazy.

Dopiero do drugiego odcinka i przybycia krasnoludów rozkwitnie wciągające uczucie – poczucie, że jest to w pełni zrealizowany świat, do którego warto wskoczyć z całego serca. Krasnoludy naprawiają to i łagodzą niektóre z twoich najbardziej dziwacznych instynktów pokazowych. Nie jest spoilerem stwierdzenie, że pierwotna poetka szybko się rozpadła. Naleganie elfów, że „dni naszej wojny się skończyły” jest bardziej snem niż zimną polityczną analizą. Od samego początku pojawiają się wskazówki, że rozkład jest w powietrzu i nie potrwa długo, zanim te wskazówki zamienią się w syreny, wydając ostrzeżenia w tłumach. Kiedy robi się strasznie, jest naprawdę strasznie. Pod koniec odcinka drugiego atmosfera była bez tchu napięta i znacznie bardziej makabryczna, niż się spodziewałem.

Mam małe zastrzeżenia. Czasami pojawia się powiew „pierdącego wąchania”, którego być może trudno uniknąć, gdy każda inna linijka jest aforyzmem o pokerowej twarzy, takim jak: „Pies może szczekać na księżyc, ale nie może go sprowadzić”. Tempo też jest wszystko albo nic. Pędzi przez oszałamiające sceny akcji lub zwalnia w jednej rozmowie lub celowym spojrzeniu. Ale to są dziwactwa i ostatecznie scena wygrywa. To bardzo fajna uczta telewizyjna, filmowa. Teraz muszę tylko znaleźć kogoś, kto ma ogromny telewizor, żebym mógł z nim oglądać.

READ  Serial U2 napisany przez JJ Abramsa w pracach w Netflix — The Hollywood Reporter

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.